Kiedy już dojechałem na miejsce, ruszyłem w stronę drzwi budynku. Do moich uszów dobiegły głośne krzyki. To znaczyło, że jednak nie myliłem się, że oni tu byli. Wyjąłem pistolet z tylnej kieszeni moich dżinsów i ostrożnie pociągnąłem za klamkę. To co zobaczyłem, przeraziło mnie jeszcze bardziej.
- Odsuń się od niej kutasie! - krzyknąłem, na co facet siedzący przy Meg, wstał z miejsca i wystawił ręce w geście obronnym. Widziałem łzy na policzkach dziewczyny. Ten widok przyprawiał mnie o dreszcze i jedyne o czym teraz marzyłem, to, żeby to gówno raz na zawszę się skończyło. Wycelowałem bronią w kolesia. Sam fakt, że ją dotykał, był bolesny. Nie mogłem mu tego tak po prostu odpuścić.
- Megan? Co oni ci zrobili? - zapytałem, patrząc ze smutkiem na skuloną postać przede mną. Kiedy nic nie odpowiedziała, podszedłem bliżej i objąłem ją swoimi ramionami.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła, próbując zatrzymać łzy.
- Co? - mruknąłem zaskoczony i natychmiast się od niej oderwałem.
- Jak mogłeś mnie wystawić, Justin? - odpowiedziała z bólem dziewczyna i głośno przełknęła ślinę. - Ufałam ci. - dodała, patrząc na mnie.
- Przecież ja nie zrobiłem tego celowo. On kłamał! - wyrzuciłem ręce w frustracji. - Musisz mi uwierzyć. Nawet nie wiesz, jak się o ciebie bałem. - mruknąłem, kładąc swoją rękę na kolanie Megan.
- Czemu miałabym ci wierzyć? Tyle razy mnie okłamałeś. - przyznała i pokręciła powoli głową. Spojrzała na moją rękę, która spoczywała na jej kolanie, ale na szczęście jej nie zdjęła.
- Mówię prawdę! Twój ojciec to zrobił specjalnie. A tak właściwie to gdzie on jest? - zapytałem zdziwiony, że go tu nie było.
- Musiał gdzieś wyjść.. jakieś interesy. Powiedział, że później ze mną skończyć. Więc gdybyś się teraz nie pojawił, byłoby po mnie. - powiedziała, na chwilę zamykając oczy.
- Lepiej stąd chodźmy zanim wróci. - odparłem łapiąc dziewczynę za rękę. Wyprowadziłem ją z budynku i razem weszliśmy do samochodu.
- Ruszaj! Szybko! - ponagliła mnie Megan. W jej głosie słychać było strach.
- Okey, okey. - mruknąłem, odpalając silnik. Znów wyjechałem na drogę. - Gdzie my tak właściwie pojedziemy? Przecież nie mamy dokąd wracać. - przyznałem, na co dziewczyna spojrzała na mnie przerażona.