Łączna liczba wyświetleń

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 11

Wsiadłem do mojego samochodu i z piskiem opon wyjechałem na ulicę. Było późno, więc było tu zupełnie pusto. Jechałem bardzo szybko do miejsca, w którym mogła być Megan. Wyjąłem z kieszeni paczkę papierosów i wyciągnąłem jednego. Mocno się zaciągnąłem i powoli wypuściłem dym. To mnie uspokajało, chociaż wiem, że najlepszym uspokojeniem byłaby Megan siedząca obok mnie. 
Kiedy już dojechałem na miejsce, ruszyłem w stronę drzwi budynku. Do moich uszów dobiegły głośne krzyki. To znaczyło, że jednak nie myliłem się, że oni tu byli. Wyjąłem pistolet z tylnej kieszeni moich dżinsów i ostrożnie pociągnąłem za klamkę. To co zobaczyłem, przeraziło mnie jeszcze bardziej.
- Odsuń się od niej kutasie! - krzyknąłem, na co facet siedzący przy Meg, wstał z miejsca i wystawił ręce w geście obronnym. Widziałem łzy na policzkach dziewczyny. Ten widok przyprawiał mnie o dreszcze i jedyne o czym teraz marzyłem, to, żeby to gówno raz na zawszę się skończyło. Wycelowałem bronią w kolesia. Sam fakt, że ją dotykał, był bolesny. Nie mogłem mu tego tak po prostu odpuścić. 
- Megan? Co oni ci zrobili? - zapytałem, patrząc ze smutkiem na skuloną postać przede mną. Kiedy nic nie odpowiedziała, podszedłem bliżej i objąłem ją swoimi ramionami. 
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła, próbując zatrzymać łzy.
- Co? - mruknąłem zaskoczony i natychmiast się od niej oderwałem.
- Jak mogłeś mnie wystawić, Justin? - odpowiedziała z bólem dziewczyna i głośno przełknęła ślinę. - Ufałam ci. - dodała, patrząc na mnie.
- Przecież ja nie zrobiłem tego celowo. On kłamał! - wyrzuciłem ręce w frustracji. - Musisz mi uwierzyć. Nawet nie wiesz, jak się o ciebie bałem. - mruknąłem, kładąc swoją rękę na kolanie Megan.
- Czemu miałabym ci wierzyć? Tyle razy mnie okłamałeś. - przyznała i pokręciła powoli głową. Spojrzała na moją rękę, która spoczywała na jej kolanie, ale na szczęście jej nie zdjęła.
- Mówię prawdę! Twój ojciec to zrobił specjalnie. A tak właściwie to gdzie on jest? - zapytałem zdziwiony, że go tu nie było.
- Musiał gdzieś wyjść.. jakieś interesy. Powiedział, że później ze mną skończyć. Więc gdybyś się teraz nie pojawił, byłoby po mnie. - powiedziała, na chwilę zamykając oczy.
- Lepiej stąd chodźmy zanim wróci. - odparłem łapiąc dziewczynę za rękę. Wyprowadziłem ją z budynku i razem weszliśmy do samochodu.
- Ruszaj! Szybko! - ponagliła mnie Megan. W jej głosie słychać było strach.
- Okey, okey. - mruknąłem, odpalając silnik. Znów wyjechałem na drogę. - Gdzie my tak właściwie pojedziemy? Przecież nie mamy dokąd wracać. - przyznałem, na co dziewczyna spojrzała na mnie przerażona. 

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 10

- Znowu się spotykamy Bieber, ale teraz masz już to, o co cię prosiłem. - uśmiechnął się szyderczo i spojrzał w kierunku Megan.
- Kto to jest? - zapytała przerażona dziewczyna.
- Twój ojciec.. - syknąłem zaciskając zęby.
- Witaj kochanie. Teraz pójdziesz ze mną. - zaczął iść w jej kierunku, a ja szybko schowałem ją za sobą. - Oj nie udawaj teraz, że z ciebie taki książę z bajki. Przecież dobrze wiemy, że ściągnąłeś ją tu tylko po to, żeby oddać ją w moje ręce. - jego uśmiech ciągle się powiększał. Miałem ochotę własnoręcznie go zabić.
- Justin, to prawda? - zapytała Megan, połykając łzy.
- Nie. Jak możesz myśleć, że to prawda. - przytuliłem ją do siebie, a jej ojciec zaczął się śmiać.
- Jaka piękna scenka. Bieber, nie wiedziałem, że jesteś takim dupkiem. Oszukujesz własną dziewczynę. - spojrzał na mnie z rozbawieniem. Zbliżył się do nas i złapał Megan za rękę, od razu go odepchnąłem. Zawołał paru swoich typków, żeby mnie trzymali. - Dziękuje, Bieber, że oddałeś mi moją własność. Teraz nie będziesz mi już do niczego potrzebny. - odparł i rzucił mi spojrzenie pełne nienawiść. Próbowałem się wyrwać z uścisku jego pomocników, ale bezskutecznie.
- Jak mogłeś Justin.. ufałam ci, a ty okazałeś się zwykłym skurwielem. Nienawidzę cię. - powiedziała zapłakana Megan. Serce pękło mi na milion kawałków. Przecież ja nie wiedziałem, że oni tu będą. Nie chciałem, żeby wszystko się tak potoczyło.
- On kłamie.. przysięgam. - powiedziałem z nadzieją w głosie. Sądziłem, że może mi uwierzy.
- Książę z bajki zawiódł cię po raz kolejny. Nie marnujmy na niego czasu. - złapał Megan w pasie i podniósł do góry, po czym wyprowadził z domu.
Stałem przez chwilę w totalnej ciszy, kiedy jeden typ puścił moją rękę, a ja wykorzystując okazje, szybkim ruchem wyjąłem pistolet. Zastrzeliłem wszystkich po kolei i ruszyłem do samochodu. Pojechałem szybko do swojego domu, nie wiedziałem gdzie mógł zabrać ją Routh. Rozmyślałem wszystkie jego kryjówki, postanowiłem zacząć szukać. Nagle mój telefon za wibrował.

Od Megan do Justin:
"Napisz ostatnią wiadomość swojej dziewczynie."

Wiedziałem, że napisał to ten śmieć. Miałem tak wielką ochotę go zabić. Zasługiwał na śmierć.

Od Justin do Megan:
"Nie waż się jej zrobić krzywdy."

Wystukałem i rzuciłem telefon na ziemie. Jeżeli jej coś się stanie, nigdy sobie tego nie daruje.

Od Megan do Justin:
"Za późno.."

Czytając to łzy napłynęły do moich oczu. Musze jak najszybciej działać, na celowniku jest jej życie.

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 9

- Nie płacz. Nie zasługujesz na cierpienie. - pogładziłem ją lekko po policzku.
- Czemu ty to zrobiłeś? - zapytała i spojrzała na mnie błagalnie.
- Co, Megan? - oblizałem usta i na chwilę odwróciłem wzrok.- Czemu sprawiłeś, że cię pokochałam? - no to tego się nie spodziewałem.Uśmiech sam wdarł się na moje usta.
- To znaczy, że dasz mi szansę? - moje oczy rozpromieniały, a serce waliło jak oszalałe.
- Tak. - cicho mruknęła, ale ja usłyszałem ją dobrze. W końcu poczułem się szczęśliwy. Złapałem rękę, Megan i przybliżyłem dziewczynę do siebie. Teraz była już tylko moja, nikomu jej nie oddam.
- Co dalej będzie? - spojrzała na mnie wystraszona. Jej oczy ciągle patrzyły na moje usta. Zaryzykowałem i zacząłem powoli się do niej zbliżać. Nasze usta w końcu się złączyły, a Meg odwzajemniła pocałunek. Czułem się jak w niebie, ale wszystko przerwał dzwoniący telefon.
- Przepraszam cię, Megan. - oddaliła się ode mnie i poklepała moje ramie w geście "nic się nie stało".
Szybko odebrałem i usłyszałem tylko przerażony głos Robina.
- Ej, stary co jest? - zapytałem.
- Musicie stamtąd uciekać! - poczułem nagły atak paniki. Rozłączyłem się bez jakiejkolwiek odpowiedzi.
- Megan, chodź. Musimy stąd uciekać! - chwyciłem jej rękę i pobiegliśmy do samochodu. Odpaliłem silnik i postanowiłem jechać do Robina. Tam powinniśmy być bezpieczni.


Megan's POV :

Siedziałam skulona na fotelu i wpatrywałam się w okno. Cieszyłam się, że mam kogoś takiego jak Justin .. ale nie mogłam zapomnieć o ostatnich zdarzeniach. Ciągle mnie martwiły. Najbardziej zabolała mnie śmierć Toma .. on na to nie zasłużył. Obwiniałam o to ci się zdarzyło, siebie. Z zamyśleń wyrwał mnie, Jus.
- O czym myślałaś, piękna? - zapytał uśmiechnięty.
- O niczym. - odpowiedziałam, spławiając go.
- Mi chyba możesz powiedzieć. - pogłaskał jedną ręką moje kolano.
- O Tomie.. on zginął przeze mnie. Ja go w to wplątałam. - spojrzałam zmieszana na Justina. Jego oczy posmutniały.
- Nie, to nie twoja wina. Nie obwiniaj się o to. Zapomnij. - powiedział, a ja pomyślałam "gdyby to było takie łatwe". Nic już nie odpowiedziałam i ze zmęczenia, zamknęłam oczy. Natychmiast usnęłam.


Justin's POV :

Martwiło mnie to, że zadręcza się jego śmiercią. To nie była jej wina, tylko moja. Nie potrafiłem się do tego przyznać, ale tak było.
Spoglądałem na nią ciągle .. wyglądała tak słodko, kiedy spała. W dali dostrzegłem duży dom, już byliśmy na miejscu. Wysiadłem z samochodu i podszedłem z drugiej strony do Megan, żeby ją obudzić. Razem udaliśmy się do budynku. Wchodząc usłyszałem znajome głosy.. tak, to był jej ojciec.



wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 8

- Znam cię bardziej, niż ci się wydaje. - zaczął powoli i spokojnie. 
- Po co mi to mówisz ? - dalej nie rozumiałam sensu jego słów.
- Bo wiem, że ludzie, których uważałaś za "rodziców", tak na prawdę nimi nie są. 
- To jest przecież nie możliwe, Justin. To kłamstwo! - zaczęłam krzyczeć, a Justin spojrzał na mnie niepewnie, nie wiedział czy ma kontynuować.
- Znam twojego prawdziwego ojca. To on chciał cię zabić. - nie mogłam uwierzyć w to co powiedział. Dotąd miałam cudowne życie .. bynajmniej tak mi się wydawało.
- Czemu ?! - moje nogi zaczęły się uginać, a ciało drżeć. 
- Twoja mama nie żyje .. umarła zaraz po twoich narodzinach. Twój ojciec bardzo ją kochał, po jej śmierci, stał się alkoholikiem. Trafiłaś do domu dziecka mając kilka miesięcy i wtedy zaadoptowała cię inna rodzina. - dalej nic nie rozumiałam.
- Ale co ja mam z tym wspólnego ? 
- Został sam i dlatego obwiniał cię za śmierć swojej ukochanej. Chciał, żebyś też poczuła jak to jest tracić najbliższe osoby. Zabił wielu ludzi, a ja pomagałem mu w tym. - to było jakieś chore. 
- To przecież nie moja wina ..
- Wiem, Megan. Tylko, że on nie rozumie tego. 
- Ale czemu ty .. czemu mu pomagasz ? - na twarzy Justina zapanował mrok. Przełknął ślinę i spojrzał na mnie zimno.
- Mam u niego dług. 
- O czym ty mówisz ? - chciałam znać wszystkie szczegóły, chociaż każde jego słowo coraz bardziej mnie bolało.
- Nie martw się, to nie dotyczy ciebie. Popełniłem kiedyś błąd, za który będę musiał zapłacić. - w jego oczach pojawiły się łzy. Nie chciałam już go o nic pytać, bo widziałam jak przez to cierpiał. 
- Boję się .. nie jesteśmy tu bezpieczni. - rzuciłam szybko, aby tylko Justin już nie czuł się przytłoczony moim ciągłym wypytywaniem.
- Nigdzie nie jesteśmy bezpieczni. Dzisiaj pojedziemy do mojego kumpla. Pomieszkamy tak trochę, on nam pomoże w razie napadu twojego ojca. 
- Ok. Mam do ciebie pytanie .. tylko proszę odpowiedź mi szczerze. - chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
- O co chodzi, Megan ? 


Justin's POV :

Ciekawiło mnie o co zapyta. No, bo przecież wiedziała już prawie wszystko o swoim ojcu. 
- Ty na prawdę mnie kochasz ? - lekko się rozpromieniła, a ja stałem jak wryty. 
- Po co wgl o to pytasz ? 
- Bo .. bo tak właściwie .. - było jej ciężko wypowiedzieć cokolwiek. 
- Zakochałaś się we mnie ? - jej mina była jednoznaczna. Rozgryzłem ją bardzo szybko.
- Mam tylko ciebie .. i chociaż chciałabym cię nienawidzić, to nie mogę. - mówiła to z takimi uczuciami, a jej oczy powstrzymywały się od łez.
- Wiem, że cię zraniłem. Prawie zginęłaś .. przeze mnie. Ale kocham cię. Nigdy, nikogo tak nie kochałem jak ciebie. Proszę, zaufaj mi. Zrobię dla ciebie wszystko. - obawiałem się jej reakcji. Widziałem jak pochłania każde moje słowo. Nie potrafiła dalej ukrywać uczuć .. zaczęła głośno płakać. 

poniedziałek, 8 lipca 2013

:)

Jest już ponad 1600 wejść. Dziękuje :) 
Dużo mniej jest komentarzy .. jeżeli czytacie, to zostawcie po sobie chociaż ":)", będzie mi bardzo miło. 
Chciałabym także, żeby do mojego opowiadania powstał Thriller, ale nie znam osób, które mogłyby go wykonać. Szkoda :(  Sama niestety nie umiem i nie mam odpowiednich programów. Jeżeli chce ktoś mi pomóc, to niech napiszę w komentarzu albo na asku : http://ask.fm/Justiwia. Jeszcze raz dziękuje i zachęcam do czytania nowych rozdziałów.

Rozdział 7

- Niby co takiego się wydarzyło ?! - zaczęła głośno krzyczeć, a jej usta drżały. Zaparkowałem koło magazynku, w którym mieliśmy się uchronić.
- Wejdź do środka, to wszystko ci opowiem. 
- Nie będę nigdzie z tobą szła! - była strasznie wkurzona i po chwili rzuciła się na mnie z pięściami. Nie chciałem jej zrobić krzywdy, więc lekko ją odepchnąłem. Płakała jeszcze bardziej, była taka smutna. Wtedy niespodziewanie mocno się we mnie wtuliła. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do budynku. Szybko usnęła, położyłem ją na małym, starym materacu, sam położyłem się na podłodze. 


Megan's POV :

Wstałam wcześnie i ujrzałam śpiącego Justina. Wtedy wszystkie wspomnienia z ubiegłej nocy wróciły.  Cicho i ostrożnie wyjęłam nóż z kieszeni jego kurtki. Chciałam wycelować nim w Justina, ale nie mogłam. Pragnęłam, żeby zapłacił mi za wszystko, swoim życiem, jednak czułam coś do niego. Chciałam go nienawidzić, bo przecież tylko na to zasłużył .. ale nie umiałam. Rzuciłam nożem o ścianę, a on upadając na podłogę wydał straszliwy huk, który obudził Justina.
- Co ty robisz Megan ?! - patrzył na mnie zaskoczony. Jego usta leciutko się otworzyły, a brwi podniosły. 
- Chciałam cię zabić sukinsynie, bo tylko na śmierć zasługujesz. - mój głos był zimny i stanowczy. Nie poznawałam już siebie.
- To czemu tego nie zrobiłaś ? - nie był wcale przerażony, a nawet uśmiechnął się.
- Bo nie mogłam .. rozumiesz ?! - po moim policzku poleciała łza i odwróciłam się plecami do chłopaka. On wykorzystał okazję i objął mnie w tali.
- Nie płacz, musimy sobie teraz wzajemnie pomagać. Mamy tylko siebie. - szeptał mi prosto do ucha.
- Nie ufam ci Bieber .. zjebałeś wszystko. - dalej byłam stanowcza, a płacz jeszcze bardziej się nasilał.
- Nie wiesz jak strasznie się czuje. Chciałbym cofnąć czas, zacząć od nowa. Chociaż może i lepiej, że tak się stało .. - jego oczy otworzyły się szerzej, a brwi jeszcze bardziej się uniosły.
- Jak to lepiej ?! Przez ciebie zginął niewinny człowiek. 
- Wiele osób chciało go zabić, w tym także ja .. - uśmiechnął się szyderczo.
- Co on takiego ci zrobił ? - mój głos się załamywał, nie miałam już sił na nic.
- Zabrał mi ciebie. 
- Ja nigdy nie byłam twoja .. i nigdy nie będę. - odwróciłam wzrok.
- Wiem, że czujesz coś do mnie, gdyby tak nie było to byś mnie zabiła. Tak samo ja kocham ciebie.  Mogłem cię wczoraj zostawić, ale tego nie zrobiłem. Zabiłem przyjaciela, jedyną osobę, którą miałem ... właśnie dla ciebie. Megan, potrzebujemy siebie. Nie czujesz tego ?
- Nie chce tego czuć. Miłość rani, jest jedną z najgorszych chorób. Sądzisz, że po tym wszystkim moglibyśmy być razem ?! 
- Wybacz mi. Musiałem to zrobić. - wtedy o czymś sobie przypomniałam.
- Czemu musiałeś ? Miałeś mi wszystko wytłumaczyć, więc słucham. - spojrzał na mnie błagalnie, a później wziął głęboki oddech i na chwilę zamknął oczy. Musiało to być dla niego trudne ..

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 6

Byłam strasznie zmęczona, więc szybko usnęłam. Gdy tylko otworzyłam oczy, poczułam czyjś dotyk na swoim ciele. To znowu był Chris, ale teraz obok niego stał Justin. 
- Justin ? Co ty tu robisz !? - zobaczyłam zmieszanie na jego twarzy. Był smutny, ale próbował ukryć emocje.
- Proszę, uspokój się. Ja nie chciałem, żeby tak wyszło .. to było niezależne ode mnie.
- O czym ty kurwa mówisz ?! 
-  Ktoś wydał na ciebie wyrok .. mamy cię oddać w jego ręce. - cała zamarłam. Jak on mógł mnie tak perfidnie oszukać. A ja mu głupia ufałam.
- Jak mogłeś Justin .. jak mogłeś .. - po moim policzku spłynęła łza, jedna, mała łza, a oddawała tyle uczyć. Justin widząc to, ledwo powstrzymał się od płaczu, ale zacisnął pięść i wziął się w garść.
- Chris, zabierz ją do samochodu. O 22 mamy być na miejscu. - powiedział to ciągle patrząc w podłogę, potem wyszedł. 
- Mała, tylko nie próbuj się wyrywać, bo to nie skończy się dla ciebie dobrze. - podniósł mnie z ziemi i przerzucił przez plecy, tak jak worek ziemniaków. Nadal bolał mnie policzek, od jego ciosu. Gdy tylko  byliśmy blisko samochodu, Justin otworzył bagażnik, a Chris związał mi nogi i ręce sznurkiem. Później wrzucił mnie do niego, byłam cała obolała. Justin kierował, a Chris osiadł obok niego, żeby mieć wszystko pod kontrolą. Jechaliśmy godzinę, trzęsłam się ze strachu i zimna. Zaparkowaliśmy koło małego magazynku, z którego wyszło dwóch mężczyzn. Chris wysiadł z samochodu, a później wyjął mnie. Justin  podszedł do tych typów i chwilę z nimi rozmawiał. Z tyłu za nimi ktoś leżał .. poznałam tą osobę od razu .. tak, to był Tom. Co on tu robi ?! Mężczyźni wzięli go i rzucili nim o posadzkę. 
- Zostawcie go! On wam nic nie zrobił .. - zaczęłam głośno krzyczeć. Chris kopnął mnie w brzuch, tak mocno, że aż plunęłam krwią. Cicho płakałam, ale nikt nawet nie zareagował. 
- A teraz patrz dziwko, jak tracisz wszystko co masz w jednej sekundzie. - powiedział to jeden z mężczyzn, po czym wycelował w głowę Toma. Jego serce momentalnie przestało bić. Zaczęłam płakać, rzucać się, ale na daremne. 
- Zabijemy wszystkich twoich bliskich, a na końcu ciebie. Poczuj jak to jest. - nie wiedziałam o co im chodziło. Justin gdzieś zniknął. Byłam na niego wściekła, to on był wszystkiemu winny. Nienawidziłam go z całego serca. Nagle podszedł do mnie jeden z mężczyzn i pociągnął mnie mocno za włosy. 
- Zostaw ją! - poznałam ten głos .. to był Bieber. Wyszedł z samochodu, a w ręku trzymał broń.
- Co ty robisz, stary ? - Chris od razu zareagował, był wściekły.
- Powiedziałem coś .. zostawcie ją! - mężczyzna puścił mnie, a ja pobiegłam w kierunku Justina. 
- Chris, wsiadaj do wozu. - jego głos był stanowczy. Nie znałam jeszcze takiego, Justina.
- Pojebało cię. Oddaj tą broń!
- Wsiadaj albo cię zabije .. rozumiesz ?!
- Nie masz jaj, żeby mnie zabić. Zawszę byłeś zwykłą ciotą. - po tych słowach, Justin nacisnął na spust i trafił w swojego przyjaciela. Nie wierzyłam w to, ten dziwny zwrot akcji. Chris właśnie leżał martwy na chodniku.
- Szybko wsiadaj do samochodu, Megan. Błagam cię, zaufaj mi. - nie miałam innego wyboru. Usiadłam na przodzie auta, a Justin ciągle kierując broń na strasznych typków, wsiadł za mną. Odjechał z piskiem opon. Przez całą drogę nie spojrzałam na niego, ani razu. Nie potrafiłam już na niego patrzeć. Był zwykłym mordercą .. To przez niego zginął Tom. 


Justin's POV :

Nie mogłem jej tam zostawić. Nie chciałem, żeby wszystko tak się potoczyło. Pierwszy raz tak postąpiłem .. może dlatego, że pokochałem tą dziewczynę. Z nią czułem się szczęśliwy i wiem, że nie będzie chciała mnie już znać, ale zrobię wszystko by to naprawić. Za nią oddałbym życie.
- Megan .. - zacząłem spokojnie mówić, ale ona przerwała mi w trakcie. 
- Nie odzywaj się do mnie. - zaczęła płakać, nie mogłem tego znieść. Czułem się bezsilny, żeby jakoś jej pomóc.
- Uwierz mi .. nie chciałem tego. 
- To przez ciebie on nie żyje. Rozumiesz ?! Był wszystkim co miałam, kochałam go. Teraz nie mam nic, a to wszystko przez ciebie. Nienawidzę cię! - mówiła to, połykając łzy. Wiedziałem jak jest jej trudno. 
- Uspokój się .. jesteśmy już prawie na miejscu. Zaraz ci wszystko wyjaśnię. 
- Jak mam się uspokoić ?! Nie wiesz co przeżywam ..
- Skąd wiesz ? Nawet mnie nie znasz. Miałem gorzej od ciebie..